Byłam feministką — dlaczego zrezygnowałam z feminizmu?

Byłam feministką, a dziś z perspektywy czasu zastanawiam się, co skłoniło mnie do wyboru tej drogi i dlaczego ostatecznie z niej zrezygnowałam. Feminizm to ruch, który przez lata walczył o prawa kobiet, różnorodność i równość płci, ale moje osobiste doświadczenia — w tym trauma związana z aborcją — zmusiły mnie do przewartościowania swoich poglądów. Jakie konkretne wydarzenia i zmiany w moim życiu wpłynęły na tę decyzję? Odkryj ze mną, jak duchowość i nowe priorytety przekształciły moje spojrzenie na feminizm i miejsce kobiet w społeczeństwie.

Byłam feministką — dlaczego zrezygnowałam z feminizmu?

Co oznacza bycie feministką?

Ruch feministyczny tradycyjnie opisuje się jako składający się z co najmniej czterech fal. Pierwsza to sufrażystki walczące o prawa wyborcze na przełomie XIX i XX wieku. Druga fala, przypadająca na lata 1960–1980, skupiła się na kwestiach zawodowych i prawach reprodukcyjnych. Trzecia fala, która zaczęła się w latach 90., wnosiła dyskusję o tożsamości i różnorodności. Najnowsza — czwarta fala, obecna od około 2010 roku — charakteryzuje się silnym aktywizmem cyfrowym oraz mobilizacjami ulicznymi.

Feministka opowiada się za równością płci i przeciwko dyskryminacji oraz stereotypom, a jej działania obejmują sprzeciw wobec ograniczających, tradycyjnych ról. Przykładowo ruch krytykuje jednostronne oczekiwania dotyczące macierzyństwa czy pracy opiekuńczej. W centrum zainteresowania feminizmu znajdują się też prawa reprodukcyjne — w tym dostęp do aborcji — oraz prawa osób LGBTQ+, kwestie eutanazji i szeroko pojęta autonomia ciała.

Różne nurty feminizmu kładą nacisk na odmienne potrzeby: jedne walczą o równość płac i miejsce kobiet na rynku pracy, inne skupiają się na zwalczaniu przemocy, uznaniu pracy opiekuńczej lub negocjowaniu społecznych przywilejów. Działania ruchu przyjmują wiele form — od protestów (np. Manifa) i inicjatyw punk-feministycznych, przez organizacje kobiece takie jak Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny czy Ośrodek Informacji Środowisk Kobiecych, aż po zloty anarchofeministyczne.

Bycie feministką nie stoi w sprzeczności z macierzyństwem, życiem rodzinnym czy wiarą — istnieje nawet feminizm katolicki, który stara się łączyć przekonania religijne z postulatami równouprawnienia. Ogólnie rzecz biorąc, feminizm promuje prawo do wyboru w kluczowych obszarach życia: dotyczących macierzyństwa, pracy, związków czy małżeństwa. Metody realizacji tych celów są różnorodne — od edukacji i wsparcia prawnego po lobbing i akcje społeczne.

O co walczy feminizm?

O co walczy feminizm?

Czarny Protest z 2016 roku i masowe demonstracje po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w 2020 roku pokazały silny sprzeciw wobec ograniczania praw reprodukcyjnych w Polsce. Feminizm koncentruje się na konkretnych postulatach prawnych — między innymi na:

  • dostępie do aborcji i antykoncepcji,
  • ochronie praw reprodukcyjnych,
  • zasadzie autonomii nad własnym ciałem.

Ruch zabiega też o równe szanse na rynku pracy: walczy z dyskryminacją przy zatrudnieniu, promuje parytety w polityce oraz postulatywne rozwiązania zmniejszające lukę płacową, która w 2022 roku wyniosła średnio 13% w Unii Europejskiej. Dla ofiar przemocy feministki i feminisci proponują rozwiązania systemowe — finansowanie schronisk i infolinii, przyspieszenie procedur karnych oraz skuteczną prewencję.

W obszarze opieki domowej nacisk kładzie się na:

  • rekompensaty emerytalne za pracę opiekuńczą,
  • płatne urlopy rodzicielskie,
  • powszechny dostęp do publicznych placówek opiekuńczych.

Ruch działa też na rzecz praw osób homoseksualnych i zabezpieczenia pozycji osób LGBTQ+ w prawie rodzinnym, a także o ułatwienia związane z prawem do rozwodów. Aktywność obejmuje:

  • lobbing legislacyjny,
  • strategiczne procesy sądowe,
  • badania naukowe,
  • kampanie edukacyjne,
  • bezpośrednie wsparcie oferowane przez organizacje kobiece.

Przykładem takich organizacji są Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz liczne lokalne ośrodki pomocy. Akcje przyjmują różne formy — od Manify, przez petycje, po programy szkoleniowe — a ich wspólnym celem jest likwidacja prawnych i społecznych barier utrzymujących dyskryminację i zbliżenie praw kobiet do pełnej równości.

Co skłoniło mnie, by zostać feministką?

Co skłoniło mnie, by zostać feministką?

Pierwsza książka, która mnie poruszyła, to "Bunt długich spódnic" — historia sufrażystek, po której zapragnęłam dowiedzieć się więcej. Sięgnęłam więc po dwie biografie działaczek i autobiografię współczesnej feministki. Na studiach brałam udział w seminariach feministycznych, które odsłoniły przed mną mechanizmy dyskryminacji; wcześniej uznawałam je za osobiste niepowodzenia.

Doświadczenia zawodowe oraz konflikty związane z opieką nad bliskimi uświadomiły mi, jak nierówny bywa podział obowiązków domowych. Jako wolontariuszka współpracowałam z organizacjami takimi jak:

  • Kobiety Przeciw Dyskryminacji i Przemocy,
  • Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

W tych organizacjach prowadziłam dyżury i udzielałam porad prawnych. Praca z osobami doświadczającymi przemocy zmieniła moje spojrzenie — z teoretycznych rozważań przeszłam do konkretnych potrzeb prawnych i systemowych. Spotkania na Manifie, zlotach anarchofeministycznych i wydarzeniach Emancypunkx dały mi poczucie wspólnoty oraz narzędzia praktycznego działania.

Estetyka i idea wolnej miłości z nurtów punkowych wpłynęły na moje rozumienie autonomii seksualnej i sprzeciwu wobec narzucanych norm. Angażowanie się w akcje uliczne i kampanie edukacyjne nauczyło mnie komunikacji społecznej i wysiłku legislacyjnego. Dzięki połączeniu lektur, studiów, praktycznego wolontariatu i osobistych doświadczeń stałam się działającą feministką i przez pewien czas aktywnie uczestniczyłam w ruchu społecznym.

Dlaczego zrezygnowałam z feminizmu?

Pęknięcie w moim myśleniu nastąpiło po bolesnym doświadczeniu związanym z aborcją. To zdarzenie skłoniło mnie do ponownego przemyślenia prostych narracji o autonomii ciała. Odejście od feminizmu nie wydarzyło się z dnia na dzień — to był kilkaletni proces złożony z różnych przyczyn. Trauma związana z aborcją zmusiła mnie do ocenienia własnych wyborów i wzbudziła głębokie wątpliwości. Pojawiła się też osobista niechęć wobec części ideologii, którą kiedyś akceptowałam.

Powrót do Boga zmienił moją hierarchię wartości i stopniowo osłabił moje więzi z ruchem, który dawniej wydawał się jedyną odpowiedzią na niesprawiedliwości. Moje życiowe priorytety — pragnienie stałego związku, męża, małżeństwa i macierzyństwa — okazały się niezgodne z niektórymi praktykami środowiska promującego inne wzorce życia. Zauważyłam również, że niektóre nurty traktują kobiety wyłącznie jako ofiary i pretensjonalnie narzucają definicję kobiecości.

Reakcje na radykalizmy oraz medialne przedstawienie feminizmu jako modnego trendu osłabiły moje zapały do dalszego zaangażowania. Czułam, że ruch nie zawsze odpowiada na praktyczne potrzeby kobiet, których doświadczyłam osobiście. Decyzja o odejściu była w pełni osobista, choć nie zapominam o historycznych osiągnięciach i prawach wywalczonych przez ruch.

Jak powrót do Kościoła wpłynął na moje poglądy?

Po powrocie do Kościoła duchowość i wspólnota stały się dla mnie fundamentem życia. Modlitwa i rozmowy z innymi zastąpiły wcześniejsze życie na ulicy, a ten zwrot skłonił mnie do przewartościowania przeszłych wyborów oraz emocji, w tym traumy po aborcji. Religia dała mi narzędzia do przebaczenia i pracy nad sobą; to był proces, który przyniósł ulgę i nowe spojrzenie na własne doświadczenia.

Badania socjologiczne potwierdzają, że praktyki religijne wzmacniają wsparcie społeczne i nadają sens życiu — ja sama odczułam te korzyści. Krytyczne podejście do nihilizmu, który kiedyś mnie pociągał, zaczęło wpływać na moje decyzje i wybory życiowe.

Powrót do Boga nie oznacza jednak rezygnacji z postulatów równości; nadal widzę konieczność ochrony praw kobiet, ale priorytetowo traktuję dialog zamiast konfrontacji. W praktyce przekłada się to na większy nacisk na opiekę, odpowiedzialność i budowanie trwałych relacji, a nie na radykalne protesty.

Relacje z Kościołem postawiły przede mną trudne pytania o miejsce kobiet w strukturach religijnych i zmusiły do krytycznej refleksji nad konserwatyzmem instytucji, przy jednoczesnym zachowaniu wiary. Ogólnie rzecz biorąc, moja przemiana objawiła się w trzech obszarach:

  • priorytetach (duchowość zamiast protestu),
  • sposobie działania (pojednawczość zamiast konfrontacji),
  • przeżyciach emocjonalnych — poszukiwaniu uzdrowienia i sensu zamiast pustki.

Czy feminizm przedstawia kobiety jako ofiary?

Krytyka feminizmu z perspektywy autorki
KrytykaUzasadnienie / Obserwacja
Przedstawianie kobiet jako ofiarFeminizm ukazuje kobiety w roli poszkodowanych
Uzurpowanie definicji kobiecościFeminizm rości sobie prawo do określania, czym jest kobiecość
Zagrożenie społeczneAutorka widzi negatywny wpływ feminizmu na społeczeństwo
Moda medialnaFeminizm stał się popularny i modny w mediach

WHO szacuje, że około 30% kobiet zetknie się w życiu z przemocą fizyczną lub seksualną, co podkreśla konieczność nagłaśniania tego problemu. Ruchy feministyczne korzystają z opowieści o ofiarach, by ujawnić nierówności, braki w prawach kobiet oraz słabości systemów wsparcia. Krytycy jednak zwracają uwagę, że ukazywanie kobiet głównie jako poszkodowanych może osłabiać ich poczucie sprawczości i autonomii.

Badania psychologiczne potwierdzają, że jednostronne przedstawienie ofiar obniża samoocenę, szczególnie gdy brak w nim informacji o kompetencjach i możliwościach działania tych kobiet. W praktyce wiele inicjatyw łączy dokumentowanie przemocy z równoczesnym wzmacnianiem samodzielności — na przykład przez:

  • finansowanie schronisk,
  • infolinii,
  • zmiany prawne,
  • kampanie edukacyjne.

W mediach zdarzają się też przesadzone lub fałszywe relacje, które napędzają krytykę całego ruchu. Ocena takich działań zawsze zależy od kontekstu: jeśli celem jest poprawa mechanizmów ochrony, eksponowanie ofiar może mieć uzasadnioną, instrumentalną rolę. Gdy jednak narracja skupia się wyłącznie na bezsilności i nie równoważy jej przekazem o możliwościach działania, tworzy uproszczony i krzywdzący wizerunek kobiet.

Czy przywileje gwarantują kobiece szczęście?

Badania nad dobrostanem, w tym World Happiness Report, wskazują jasno: kluczowe dla poczucia szczęścia są:

  • wsparcie społeczne,
  • stan zdrowia.

Prawne i socjalne przywileje mogą obniżać bariery ekonomiczne i zdrowotne, ale ich wartość zależy od realnej możliwości wyboru. Są one same w sobie nie gwarantują zadowolenia — zwłaszcza jeśli kobiety nie mają autonomii decyzyjnej lub gdy obowiązujące normy kulturowe narzucają im określone role. Dla wielu pań ważne są trwałe więzi, jak partnerstwo czy małżeństwo, które dają poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego. Znaczenie ma też sens życia: praca, wychowywanie dzieci czy działalność wolontariacka często przynoszą satysfakcję niezależnie od formalnych uprawnień.

Z kolei niezależność ekonomiczna i ochrona praw ograniczają ryzyko dyskryminacji i ubóstwa, co przekłada się na wyższe wskaźniki dobrostanu. Dostęp do opieki zdrowotnej oraz usług opiekuńczych ułatwia łączenie obowiązków zawodowych i rodzinnych, poprawiając równowagę między życiem prywatnym a pracą. Ani idealizacja tradycyjnych ról przez narracje konserwatywne, ani bezkrytyczne przekonanie liberalizmu, że sama autonomia wystarczy, nie oddają pełnego obrazu.

Dowody empiryczne sugerują, że szczęście kobiet wynika z kombinacji:

  • stabilnych relacji,
  • poczucia sensu,
  • niezależności,
  • silnego wsparcia społecznego.

Najważniejsze jest więc tworzenie warunków, które pozwolą im dokonywać wyborów zgodnych z indywidualnymi potrzebami, bez ideologicznego przymusu.

Zofia Malinowska

Redaktorka naczelna

Redaguje Heroine — o psychice, zdrowiu i relacjach. Opisuje, jak jest i jakie są możliwości, zamiast wystawiać oceny.