Praca stała się coraz ważniejszą częścią naszego życia. Bardzo mocno utożsamiamy się ze swoją karierą. Wraz z narastającą presją na wydajność i wewnętrzną dyscyplinę wielu osobom wydaje się, że nie zasługują na własne sukcesy. Albo nawet nie próbują skorzystać z szansy, ponieważ nie wierzą, że mogłoby im się udać. Dotyczy to nie tylko pracy, ale również relacji osobistych. Czym jest „syndrom oszusta”? Jak z nim walczyć i co jest jego przyczyną?
Większość z nas zna to uczucie – dostajemy nową pracę, o której od dłuższego czasu marzyliśmy, albo upragniony awans. Nastaje ogromna radość i ochota uczcić nasz sukces z przyjaciółmi lub partnerem. Jednocześnie, wraz ze szczęściem, pojawiają się wątpliwości. Czy w ogóle zasłużyłem sobie na to stanowisko? A co, jeśli podczas rozmowy zostali przeze mnie wprowadzeni w błąd i niebawem odkryją, że nie jestem tak zdolny, jak się wydawało? Wyrzucą mnie i już nigdy nie dostanę takiej szansy. Może w ogóle nie powinienem iść na tą rozmowę? Po prostu dojdziemy do wniosku, że przyczyną naszych sukcesów jest zwykły łut szczęścia, a nie nasze umiejętności. Ktoś mógłby powiedzieć, że dotyczy to tylko osób, którym brakuje pewności siebie, ale rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana i nie jest związana wyłącznie z naszym charakterem lub wychowaniem. Duży wpływ ma współczesna kultura pracy i nastroje społeczne.
Niezależność i pewność siebie w naszej kulturze pracy są uznawane za kluczowe cechy niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Przyznanie się, że mamy wątpliwości mogłoby zostać odebrane jako przyznanie się do porażki.
Zdecydowana większość osób przeżywa chwile niepewności, wątpi w swoje umiejętności i siebie. To normalne i prowadzi do potrzebnej autorefleksji. Jednak obecnie dzieje się to w miejscach pracy tak często, że uczucie zostało nazwane osobnym terminem: „syndrom oszusta” (ang. imposter syndrome). Nie chodzi jednak o żadną jednostkę chorobową. Spotykamy się z nim w mniejszym lub większym stopniu wszyscy. Zaskakujący może być fakt, że dotyczy on przede wszystkim – ale nie tylko! – odnoszących sukcesy, ambitnych osób, które są wymagające w stosunku do siebie samych. Ich perfekcjonizm sprawia, że są przekonani, że podobne oczekiwania mają również inni. Pomimo, że odnoszą sukcesy, zdobywają uznanie kolegów z pracy, boją się, że prędzej czy później popełnią błąd i ci sami koledzy ich wyśmieją – w końcu wyjdzie na jaw, że się do niczego nie nadają.
Wątpliwości, o których nie mówimy
Ważne jest, abyśmy sobie uświadomili, że nawet ludzie, którzy na pierwszy rzut oka wydają się pewni siebie i aktywni, czasem mają wątpliwości co do własnej osoby. Koleżanka z sąsiedniego biurka, która wszystkie zadania kończy przed terminem, a na zebraniach mówi z taką pewnością? Ta, która planuje strategie handlowe z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a służbowe e-maile wysyła nawet w weekendy? Nawet ona od czasu do czasu walczy z niepewnością, tylko po prostu o tym nie mówi. To właśnie niezależność i pewność siebie w naszej kulturze pracy są uważane za kluczowe cechy niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Przyznanie się do swoich wątpliwości mogłoby zostać odebrane jako przyznanie się do porażki. A przecież dzielenie się własnymi wątpliwościami i problemami jest jedną z dróg, jak walczyć z syndromem oszusta. Kiedy podzielimy się z kimś naszym problemem, jest nam o wiele lżej.
Termin syndrom oszusta po raz pierwszy pojawił jesienią 1978 roku w artykule naukowym autorstwa dwóch psycholożek, Pauline Rose Clance i Suzanne Imes. W wolnym tłumaczeniu tytuł brzmi „Fenomen oszusta u kobiet sukcesu”. Clance i Imes przedstawiają argumenty, że poczucie niepewności w pracy występuje o wiele częściej u kobiet, co jest spowodowane przede wszystkim atmosferą w miejscu pracy, gdy w zdominowanym przez mężczyzn środowisku nie czują się dobrze. W tamtych czasach już od dzieciństwa chłopcy byli wychowywani tak, aby czuli się pewni siebie i inteligentni, natomiast dziewczynki miały być raczej pokorne i skromne. Poza tym, w latach siedemdziesiątych było dużo mniej kobiet na wysokich stanowiskach w firmach, co prowadziło nie tylko do szowinizmu w miejscu pracy ze strony mężczyzn, ale także do większego poczucia zagrożenia i rywalizacji między pracującymi razem kobietami.
Kogo to dotyczy?
Syndrom oszusta to jednocześnie zjawisko psychologiczne i społeczne. Nie musi być związany jedynie z naszą niepewnością, ale także z atmosferą w miejscu pracy. Dotyczy wszystkich, bez względu na rasę i gender, może być jednak wzmocniony poprzez dyskryminację – płciową, ale również rasową. Talisa Lavarry opisała to w swojej książce „Confessions From Your Token Black Colleague”, kiedy uświadomiła sobie, że jej brak wiary we własne umiejętności nie był spowodowany niską samooceną, ale tym, jak, na podstawie swoich uprzedzeń, traktowali ją pozostali pracownicy. W publikacjach o syndromie oszusta pojawia się jeden problem: autorzy najczęściej radzą, jak pomóc pracownikom, których syndrom dotyczy, zapominając o poprawie atmosfery w firmie.
Istnieją jednak pewne typy ludzi, którzy ulegają syndromowi oszusta ze względu na własne nastawienie. Na przykład perfekcjoniści, którzy pragną mieć wszystko zrobione idealnie i być najlepsi we wszystkim co robią. Mogą wykonać 90 procent tego, co sobie założyli, ale pozostałych 10 procent wywołuje w nich do poczucie porażki. Są jeszcze soliści, którzy chcą wszystko robić tylko i wyłącznie sami, a kiedy muszą poprosić o pomoc któregoś z kolegów, mają poczucie, że nie są wystarczająco kompetentni, żeby wykonywać swoją pracę.
Problem z wątpliwościami względem siebie mają także pracownicy, którzy w szkole byli „urodzonymi geniuszami”. Pedagog nieustannie ich chwalił za wyniki w nauce, a oni nigdy nie musieli się na żaden przedmiot uczyć, ponieważ pamiętali materiał z lekcji. Kiedy w pracy po raz pierwszy muszą zacząć się starać i nie wszystko udaje im się bez wysiłku to – ponieważ nie są do takiej sytuacji przyzwyczajeni – mogą się przestraszyć i pomyśleć, że nie są wystarczająco dobrzy na dane stanowisko. Syndrom oszusta dotyczy też pracusiów, którzy starają się bardziej niż inni tylko dlatego, aby udowodnili, że zasłużą sobie stanowisko w firmie. Jednocześnie starają się być idealni również w życiu osobistym (jako partnerzy lub rodzice), a ta presja we wszystkich dziedzinach życia może prowadzić nawet do wypalenia.
Ludzie szybko odkryli, że na home office pracują cały czas, ponieważ pokój dzienny i kuchnia stały się – przynajmniej w ich głowie – również biurem. To nie jest tak, że teraz pracują z domu, raczej mieszkają w pracy.
Ponieść porażkę jako człowiek
„Szybki rozwój technologii zaproponował zachodniemu społeczeństwu dwie możliwości: więcej czasu na odpoczynek, albo zwiększenie produkcji i konsumpcji towarów. Kapitalizm wiedzie nas tą drugą drogą, a utopijny sen o spokoju i odpoczynku został pogrzebany pod górą dóbr,” pisze socjolog David Frayne w swojej książce „The Refusal of Work“ (Odmowa pracy). Wraz ze wzrostem standardów życiowych i ogólnie większym dobrobytem w zachodnim świecie, paradoksalnie nie zmniejszyła się liczba godzin pracy, czego spodziewano się sto lat temu. Pracujemy nawet więcej. Pandemia koronawirusa na początku przyniosła nadzieję, że nasze obciążenie pracą zmniejszy się podczas pracy z domu. Ludzie jednak szybko odkryli, że na home office pracują cały czas, ponieważ pokój dzienny i kuchnia stały się – przynajmniej w ich głowie – również biurem. To nie jest tak, że teraz pracują z domu, raczej mieszkają w pracy. Dodatkowo mają od rana do wieczora pod ręką komputer lub telefon, a więc nie ma żadnych wymówek, dla których nie mogliby już w tej chwili odpowiedzieć na służbowy e-mail.
Spędzamy dziś tyle godzin w pracy, przygotowaniem do pracy lub dokańczaniem pracy w domu, że trudno jest odgadnąć, ile czasu tak naprawdę należy do nas. Praca stała się nieodłączną, a dla wielu osób decydującą częścią osobowości – również dlatego tak rozpowszechnił się syndrom oszusta. Jeżeli praca jest dla nas tak istotna, tworzy obraz nas samych oraz to, jak siebie oceniamy, to logiczne jest, że przywiązujemy do niej większą wagę niż kiedyś. A to wzbudza w nas jeszcze większy stres i niepewność. Ponieść porażkę w pracy oznacza przecież ponieść porażkę jako człowiek… a może nie?
Czy zdarza ci się wątpić, że zasłużyłeś_aś na swoje sukcesy?
Niezwykle skutecznym sposobem, jak walczyć z syndromem oszusta w pracy, jest po prostu rozmowa z innymi ludźmi, dzielenie się obawami i wątpliwościami. Bardzo możliwe, że koledzy czują to samo, a atmosfera w pracy się rozluźni. Jednak abyśmy mogli być ze sobą tak szczerzy, konieczne jest, aby samo miejsce pracy było temu przychylne. Poczucie własnej wartości u pracowników najbardziej wzmacnia świadomość, że są częścią firmy i nieodłącznym elementem zespołu. Szefowie powinni podkreślać, że popełnianie błędów jest normalne i jest częścią procesu nauki i doskonalenia się. Dzięki temu pracownicy nauczą się dobrze znosić konstruktywną krytykę i nie bać się poprosić innych o radę lub pomoc.
Moje tinderowe ja
Tak, jak to często bywa, problem powiększyły jeszcze media społecznościowe, za pośrednictwem których nasi przyjaciele i inni ludzie chwalą się swoimi sukcesami zawodowymi i interesującymi podróżami służbowymi za granicę. Za pomocą lajków i pozytywnych komentarzy potwierdza się znana z dzieciństwa reguła – aby inni nas lubili, musimy najpierw coś osiągnąć. Nauczyliśmy się tego już w szkole, gdy pochwała zależała od dobrych wyników. Syndrom oszusta dotyczy również naszych związków. Możemy się na przykład bać, że nasz partner odkryje, że jesteśmy inni niż myślał i nas porzuci. Albo na początku związku może nam przyjść do głowy, że za bardzo się staramy zrobić dobre wrażenie i że oszukujemy go, aby pokochał „fałszywą wersję” nas. Ma na to wpływ coraz łatwiejsze i bardziej dostępne randkowanie przy pomocy aplikacji – nowego partnera znajdziemy dzięki kilku kliknięciom. U niektórych może to jeszcze powiększać stres z pierwszej randki: „musisz mieć coś do zaoferowania, w innym wypadku znajdzie sobie w telefonie inną.”
„Odkryłam, że nasza przeszłość i geny to nie jedyne, co decyduje o naszym losie. I że do tego, abyśmy się zmienili, musimy przede wszystkim świadomie pracować z przyzwyczajeniami i schematami myślenia, wpojonymi nam przez osoby na których najbardziej nam zależy,” pisze psycholożka Nicole LePera w wydanej w roku 2021 książce „How to Do the Work“ (Jak wykonać pracę), która koncentruje się przede wszystkim na rozwoju osobistym, ale wiele rad można zastosować także w życiu zawodowym. Główną ideą książki jest to, że chociaż wydaje nam się, że jesteśmy tworzeni przez nasze myśli, to w życiu codziennym prawdopodobnie nasze myślenie jest automatyczne, i w ten sposób niepotrzebnie grzęźniemy w negatywnym nastawieniu. Autorka kładzie nacisk na świadomą pracę z własną psychiką.
W przypadku syndromu oszusta nie chodzi o to, abyśmy w ten sposób pozbyli się wszelkich wątpliwości – tak się nie da. Musimy jednak z nimi świadomie pracować i nie pozwolić im na przejęcie kontroli nad naszym zachowaniem. Celem nie jest to, aby człowiek nigdy nie czuł się jak oszust, ale żeby był w stanie szybciej się uspokoić i wyjaśnić samemu sobie, że się myli. Obojętne, czy porozmawia z samym sobą przed lustrem, czy też wystarczy mu głos wewnętrzny w jego myślach. Zawsze zdarzą się chwile, kiedy natrętna myśl o oszustwie się pojawi, ale nie będzie nas prześladować cały czas. Co, bez wątpienia, oznacza wygraną.
Na zakończenie: najbardziej ze wszystkiego pomoże nam rezygnacja z wygórowanych oczekiwań. Zaakceptowanie swych błędów i porażek jako naturalnej części życia. I próba walki z popularnym twierdzeniem, że wartość człowieka zależy od jego wydajności w pracy. W końcu naszą osobę nie tworzy tylko to, co robimy zawodowo.
Wszystkie artykuły autorki/autora